A A A

Savoir vivre jako dobre maniery

(Są to fragmenty książki Stanisława Krajskiego pt. „Savoir vivre jako sztuka życia. Filozofia savoir vivre”. Można ją nabyć najtaniej w księgarni znajdującej się na tej stronie.)

W wielu podręcznikach savoir vivre używa się nazwy „dobre maniery” i to nawet w tytule. Mamy więc np. aż dwa podręczniki pt. „Poradnik dobrych manier”. Mamy: „Dobre maniery w świecie zachodnim”, „Poczuj bluesa w kaktusach dobrych manier”, „Dobre maniery. Poradnik rodzinny”, „Księgę dobrych manier”.

Podręczniki te z reguły traktują termin „dobre maniery” zamiennie z terminami „dobre wychowanie” czy „savoir vivre”. Dlaczego jednak używają właśnie nazwy „dobre maniery”? W jaki sposób je charakteryzują?

W hiszpańskim podręczniku czytamy: „Wychowanie kultura, kurtuazja, ogłada, te dobrze nam wszystkim znane terminy nie zdewaluowały się z biegiem czasu. Wychowanie jest długim procesem, biorącym swój początek od chwili urodzin, a wyraża się w postawie, jaką przyjmujemy wobec świata. Jest widoczne w gestach, słowach, intonacji głosu, wyglądzie zewnętrznym i szacunku, jaki żywimy dla innych. Elementem wychowania jest to, co zwykliśmy nazywać manierami”.

Z włoskiego podręcznika dowiadujemy się, że „dobre maniery uczą dobrego postępowania, zarówno wobec samego siebie, jak też innych osób”.

Angielski podręcznik informuje nas, że: „Warunkiem dobrych manier dziecka jest przejęcie przez nie odpowiedniego wzorca zachowań od dorosłych”.

Irena Ostałowska w swoim podręczniki pt. „Ada to nie wypada, nie tylko savoir vivre, nie tylko dla dziewcząt” stwierdza: „W podtytule napisałam: nie tylko savoir vivre, a pierwszą część poradnika zatytułowałam: Dobre maniery i... Dlaczego nie tylko? Co oznacza to i w zawieszeniu? Otóż pragnęłam napisać nie tylko o dobrych manierach, eleganckich formach towarzyskich, krótko mówiąc, o bon tonie. Chciałam także zasygnalizować coś głębszego, co wynika ze zdolności odczuwania, przeżywania, a owocuje życzliwym, stosunkiem do innych ludzi?”.

Inna polska autorka pisze: „Dobre maniery to nie sztuczny rytuał pozostawiony nam w spadku przez epoki celebrujące konwenanse. To wywodząca się z tradycji praktyczna i niesłychanie przydatna we współczesnym świecie umiejętność właściwego zachowania się w każdej sytuacji. To nie tylko znajomość zasad savoir vivre, ale również sztuka elastycznego ich stosowania...(...) Dobre maniery to po prostu sztuka życia”.

Należy zgodzić się z twierdzeniem hiszpańskiego podręcznika, że dobre maniery to jeden z elementów savoir vivre, że dobre maniery widoczne są w gestach, słowach, intonacji głosu, wyglądzie zewnętrznym, w jakiejś mierze, przynajmniej formalnie w szacunku dla drugiego człowieka. Nie stanowią one zatem sztuki życia, a tylko wchodzą w jej skład. Poza nimi jest również w tej sztuce życia coś, co je poprzedza, „coś głębszego”. Dobre maniery „uczą dobrego postępowania, zarówno wobec samego siebie, jak też innych osób” czy precyzyjniej wyznaczają takie postępowanie. To przecież „wywodząca się z tradycji praktyczna i niesłychanie przydatna we współczesnym świecie umiejętność właściwego zachowania się w każdej sytuacji”, „sztuka elastycznego stosowania” wielu zasad savoir vivre, precyzyjniej wskazań etykiety.

Co to jest bowiem maniera?

„Słownik języka polskiego” Władysława Kopalińskiego mówi, że jest to czyjś styl, sposób, system, sposób bycia, zachowanie się, obejście. „Wikisłownik” mówi, że jest to sposób, tryb, a „Słownik języka polskiego PWN”, że jest to sposób bycia. Konstancja Hojnacka twierdzi, że jest to „zespół gestów”.

Ujmując ten problem precyzyjniej maniera to stosowana w sposób niejako naturalny i bez zastanowienia, procedura czynności – zachowania, wypowiadania się, działania, doznawania itd.

W dzisiejszym świecie dużo się mówi o spontaniczności, wprost głosi się kult spontaniczności zakładając, że może być ona stałym zjawiskiem w życiu człowieka. Preferując spontaniczność neguje się często np. etykietę. Czy spontaniczność nie jest jednak zjawiskiem wielce ograniczonym? Czy nie robimy wszystkiego według ściśle określonych, stałych, niezmiennych procedur? Czy w naszym życiu, mówiąc inaczej, nie króluje, i to wręcz niepodzielnie, maniera? Czy to nie jest tak, że zawsze robimy wszystko według pewnej maniery, niekiedy złej, niekiedy dobrej, niekiedy pięknej, niekiedy brzydkiej, czasami idealnej (nie ma żadnego błędu w stosowanej procedurze), czasami błędnej, nieprofesjonalnej, czasami profesjonalnej, w jednych wypadkach celowej w innych przypadkowej, raz świadomie wyuczonej, raz nabytej bezwiednie? Czy nie powinno być tak, aby nasze maniery były dobre, wręcz najlepsze, bezbłędne, piękne, profesjonalne, celowe, świadomie wyuczone?

Gdy człowiek się rodzi nic nie umie. Wszystkiego się więc uczy: stania, chodzenia, siadania, wstawania, siedzenia (w tym np. siedzenia przy stole), mówienia (uczy się nie tylko słów i układania ich zdania, ale również sposobu mówienia, natężenia i barwy głosu), picia z różnych naczyń (a więc także ich trzymania), jedzenia sztućcami (a więc również sposobu ich trzymania i posługiwania się nimi) itd.

Uczy się tego wszystkiego w taki sposób, że naśladuje innych lub sam sobie wypracowuje procedury. Niekiedy to rodzice lub inne osoby uczą go tych procedur i „trenują” go w nich. W ten właśnie sposób nabywa podstawowych manier.

Baronowa Nadine de Rothschild pisze: „Od kiedy tylko dziecko nauczy się mówić, powinno używać zwrotów: proszę, dziękuję, przepraszam. Trzeba te słowa powtarzać tyle razy, aż podziękowanie, powitanie czy przeprosiny w stosunku do rozmówcy będą pojawiać się automatycznie. (...) Gdy dziecko ma mniej więcej półtora roku, zaczyna jeść samo. Należy od razu uczyć je, jak trzymać łyżeczkę, jak nabierać zupki czy purèe, nie robiąc przy tym plam na ścianach czy suficie, jak wkładać łyżkę do buzi. (...) W wieku około czterech lat dziecko powinno już umieć odpowiednio zachować się przy stole: nie jeść rękoma, nie zostawiać połowy posiłku ani nie mówić na widok jakiejś potrawy: Blee!... Nie lubię tego!, pamiętać o wszystkich niezbędnych proszę i dziękuję, nie rozmawiać z pełnymi ustami, natomiast jeść z zamkniętymi”.

Podobnie ten problem ujmuje Krystyna Sawicka odnosząc go już do samych dorosłych: „przestrzeganie dobrych manier zacznijmy od rodzinnych posiłków – wtedy nie będziemy drżeć z obawy, że się zapomnimy, gdy przyjdzie nam spożywać posiłek wśród tych osób, na których opinii szczególnie mocno nam zależy”.

Zauważmy jeszcze, tak na marginesie, że przez wieki uczono małe dzieci właściwej postawy, np. przy stole każąc im jeść z książką na głowie i książkami pod pachami.

Tak właśnie można nabyć dobrych manier. Można też nauczyć się ich później pod okiem odpowiednich nauczycieli lub nawet samemu w oparciu o dobre podręczniki savoir vivre.

Jeśli ich nie opanujemy posiadamy złe maniery – automatycznie działamy według procedur, które sami opracowaliśmy lub nabyliśmy naśladując świadomie lub bezwiednie tych, którzy dobrych manier nie reprezentują.

Dobre maniery, dopowiedzmy więc, to procedury zachowań określonych w etykiecie.

Czy dobre maniery wyczerpują etykietę?

Nie. One dotyczą tylko jej części – tej, która reguluje podstawowe zachowania człowieka oraz niektóre zachowania właściwe dla życia towarzyskiego.

Tak więc np. dobre maniery obejmują sposób chodzenia, wchodzenia po schodach, siedzenia przy stole, posługiwania się sztućcami, podania ręki na przywitanie, przepuszczenia kobiety (lub osoby starszej wiekiem czy stanowiskiem) w drzwiach, podsunięcia kobiecie krzesła, udzielenia jej pomocy przy wsiadaniu i wysiadaniu z samochodu czy w zdjęciu lub założeniu płaszcza. Obejmują też sposób mówienia, natężenie i barwę głosu, sposób jedzenia (cicho i małymi kęsami), sposób trzymania kieliszka podczas toastu, reagowania na niegrzeczne wypowiedzi (zawsze grzecznie). Człowiek posiadający dobre maniery zawsze jest stosownie ubrany, mówi „dzień dobry” i „do widzenia”, „dziękuje”, „proszę”, „przepraszam”, zawsze chwali potrawy, mówi „ To udany wieczór”, „To udane przyjęcie”, „Jak pani pięknie wygląda” itp.

Czy jednak człowiek posiadający dobre maniery ubierze się zawsze według wszelkich wskazań etykiety, czy będzie naprawdę elegancki czy przywita wszystkich precyzyjnie według wskazań precedencji (zasad pierwszeństwa), czy właściwie usadzi gości przy stole, czy udekoruje ten stół tak jak to nakazuje etykieta, czy na zorganizowanym przez siebie przyjęciu będzie serwował takie potrawy jakie podpowiada savoir vivre, czy właściwie dobierze do nich wino, czy poprowadzi rozmowę towarzyską według wymogów towarzyskiej konwersacji itd., itp.? To wszystko przecież już nie będzie tylko kwestią wyuczonej procedury, ale będzie wymagać specjalnej wiedzy i specjalnych umiejętności, w pierwszym rzędzie umiejętności właściwego wykorzystania tej wiedzy i umiejętności samodzielnego i krytycznego myślenia w duchu savoir vivre, umiejętności dostosowania się do każdej sytuacji w taki sposób, by nie tylko pozostać w ramach savoir vivre, ale, więcej, wypełnić najbardziej fundamentalne wskazania savoir vivre w sposób perfekcyjny.

Z drugiej strony: czy dobre maniery nie wykraczają jakoś, przypadkiem, poza etykietę? W pewnym sensie tak.

Człowiek może posiadać złe maniery w przeróżnych dziedzinach, w odniesieniu do powtarzających się w jego życiu takich czy innych sytuacji, które nie są regulowane przez etykietę. Przykładem takiej złej maniery niech będzie choćby znane zapewne wielu specyficzne cmokanie pojawiające się zawsze wtedy, gdy dany osobnik jest z czegoś niezadowolony lub się z nami nie zgadza. Przykładem takiej maniery jest również np. powtarzanie często jakiegoś słowa np. „prawda” lub wzburzanie włosów ręką podczas wypowiedzi, itp., itd. Te złe maniery mogą irytować innych, psuć ich dobry nastrój, wprowadzać ich w zażenowanie.

Czy człowiek reprezentujący dobre maniery może posiadać jakieś złe maniery?

Czy człowiek posiadający dobre maniery nie powinien przenosić ich jakoś na wszystkie dziedziny swoich zachowań?

Odpowiedzi na te i podobne pytania nie są wcale takie oczywiste. Wydaje się jednak, że na jedno i drugie można odpowiedzieć pozytywnie.

Gdy powstała nauka dotycząca tzw. mowy ciała nasza wiedza na temat manier i ich skutków w naszym życiu bardzo się pogłębiła. W jej ramach udowodniono bowiem, że wypowiadamy się całym ciałem, że informujemy nim o swoich wewnętrznych stanach, emocjach, uczuciach, stopniu zainteresowania otoczeniem a nawet myślach, a poprzez różnorodne maniery sygnalizujemy swoje zalety i wady, cnoty i ich brak.

Nasza mowa ciała rzadko jest spontaniczna. Najczęściej są to gesty czy procedury wyuczone. Mogą to być również, jak przynajmniej niektórzy twierdzą gesty czy procedury jakoś wrodzone.

Allan Pease w swojej pracy pt. „Mowa ciała. Jak odczytać myśli innych ludzi z ich gestów” stwierdza po prostu: „Wiele z naszych podstawowych zachowań niewerbalnych jest wyuczonych”. Potem dodaje, że wiele naszych zachowań to zachowania wrodzone (często będące „śladem naszej prymitywnej zwierzęcej przeszłości”) czy „genetyczne”.

Cristine Eisler-Mertz w podręczniku pt. „Mowa rąk” twierdzi, że większość gestów to „prastare sygnały ludzkości”, a część to sygnały, które „wykształciły się w miarę upływu czasu i pod wpływem zachodzących przemian”.

Mary Hartley w książce pt. „Mowa ciała w pracy” stwierdza zaś: „Do przekazywania informacji o sobie i wyciągania wniosków o innych służą nam: wygląd, grymasy twarzy, sposoby stania i poruszania się, siedzenia, gesty dłoni i rąk. Gdy mówimy dźwięk naszego głosu – jego ton, tempo, siła i intonacja – wpływa na to, co mówimy i może zmienić znaczenie używanych przez nas słów. Nawet wtedy, gdy nie mówimy, możemy przekazywać jakiś komunikat. Mowa ciała należy do niewerbalnych sygnałów, które wysyłamy i otrzymujemy, świadomie lub nie. Wpływa ona na każdy aspekt naszego kontaktu twarzą w twarz z innymi ludźmi. Podobnie jak komunikacja bez słów, nasze niewerbalne sygnały mogą potwierdzić znaczenie używanych przez nas słów lub je osłabić. Mowa ciała może nawet zaprzeczać naszym słowom i czasem w ogóle sobie tego nie uświadamiamy. Podobnie jak każdy inny język, mowa ciała ma pewne zasady i systemy, których części uczymy się poprzez naśladowanie, a pozostałe kształtowane są przez kulturę, w której żyjemy”.

Niezależnie jednak od tego czy nasze zachowania są w taki czy inny wyuczone czy jakoś wrodzone możemy się nauczyć od nich powstrzymywać lub zastąpić jej innymi zachowaniami – nauczyć się nowych procedur. Specjaliści od mowy ciała wskazują na zachowania i gesty, nawyki i procedury negatywne oraz pozytywne.

Wśród tych negatywnych wymieniają np. zakrywanie ust dłońmi (znak kłamstwa), siedzenie z nogą założona na nogę (lekceważenie, krytyka lub brak otwartości), siedzenie z szeroko rozstawionymi nogami (lekceważenie, poufałość), stanie zbyt blisko drugiej osoby (naruszanie jej strefy intymnej, co owocuje dyskomfortem), podawanie ręki na powitanie w taki sposób, że dłoń podającego jest na wierzchu (okazywanie wyższości), trzymanie podczas stania rąk złożonych z tyłu (w zależności od tego jak są złożone może to być oznaką wyższości, gniewu, frustracji).

Niezwykle interesujące i znamienne jest to, że w ramach dobrych manier unika się powyższych gestów czy procedur zachowania, a gesty i procedury określane przez specjalistów od mowy ciała jako wskazujące na pozytywne emocje i odniesienia do innych, „dobre” myśli, szacunek, życzliwość itp. to w przeważającej większości gesty i procedury, które należą do dobrych manier. I tak na przykład podręczniki mowy ciała charakteryzują powitanie dokonywane na wyciągnięte ręce (nie są zgięte w żaden sposób w łokciach) w taki sposób, że dłonie znajdują się prostopadle do podłoża a uścisk nie jest ani typu „imadło” ani typu „śnięta ryba” jako powitanie „partnerów”, w ramach którego ujawnia się szacunek i zrozumienie. Taki sposób powitania nakazywany jest we wszystkich, tych bardzo starych i tych nowych, podręcznikach savoir vivre .

Powtórzmy. Dobre maniery to procedury większości zachowań określonych w etykiecie. Wkraczając w świat savoir vivre należy nauczyć się etykiety i przyswoić ją sobie na zasadzie nawyków. Pisze o tym wielu autorów, np. Irena Kamińska-Radomska, która zachęca do poznania etykiety i stwierdza: „Następny krok, który koniecznie trzeba wykonać to stworzenie nowych nawyków właściwego zachowania, aby w ważnych, często decydujących momentach nie musieć koncentrować się na takich prostych czynnościach, jak sięganie po odpowiednie sztućce czy kieliszki, częstowanie gości siedzących obok lub zgrabne dołączanie się do grupy już rozmawiających osób. Jeżeli poznamy tylko teorię, najprawdopodobniej rzeczywistość spłata nam niejednego figla, tworząc nieznane scenariusze, i wtedy, zamiast pokazać się od najlepszej strony, zaczniemy się gubić w gąszczu zasad. Poza tym, jeżeli nasze niewłaściwe nawyki, tworzone i utrwalane przez wiele lat, nie zostaną całkowicie zastąpione nowymi – wtedy rzeczywiście etykieta zacznie nas krępować”.

Dobre maniery to tylko przyswojenie sobie części etykiety. Ktoś, kto je posiada może jednak nawet nie znać filozofii i wartości proponowanych przez savoir vivre, a jeżeli je zna, nie akceptować ich. Człowiek o dobrych manierach może zatem postępować w taki sposób jakby savoir vivre był dla niego czymś obcym, może łamać te bardziej ogólne, podstawowe, fundamentalne zasady savoir vivre – w istocie zachowywać się pomimo przestrzegania form jak barbarzyńca. Nie bez powodu już w latach czterdziestych poprzedniego wieku sir William W. McKechnie pisał z goryczą, że zwrot „dobre maniery” jest rozumiany jako określenie „zdawkowej uprzejmości”.